2007-02-03 20:56:08
Ostatnio oglądałem z Majką wspaniały program o zwierzętach, gdzie tłumaczono, dlaczego psy są tak wierne. Otóż psy chcą do kogoś należeć. My nie chcemy mieć pana, towarzysza, przewodnika my chcemy do niego należeć, służyć mu, bo tak odbieramy swoją misję. I stąd się bierze fenomen małego, zapyziałego pieska, który podąża szczęśliwy za swoim panem pijakiem, choć ten nie szczędzi mu kopniaków w pijackim widzie. Ale ten piesek do kogoś należy nie jest sam.
My psy kochamy człowieka mimo wszystko. Nie wstydzimy się wyjść z panią, która jest za gruba, za stara, za brzydka, za smutna, za głupia dla świata ludzi. My ją kochamy bezgranicznie wtedy, kiedy się śmieje, kiedy płacze, kiedy krzyczy. Przeczekamy wszystko, wybaczymy wszystko i niczego nie oczekujemy. Kochamy mimo wszystko nie za coś. Dlatego pies jest najlepszym przyjacielem. Choć nic nie mówi, rozumie wszystko. Zaspokajamy waszą ludzką potrzebę posiadania na własność, potrzebę czucia władzy Ale przede wszystkim potrzebę pełnej akceptacji, której tak często nie daje wam świat ludzi. Wasz świat.
I właśnie dlatego uważam, że jesteście swoim psom winni najwyższy szacunek dla ich starań i zrozumienie ich psiej duszy, tak, żebyśmy mogli szczęśliwie spędzić swój krótki żywot u waszego boku.
skomentuj (10)
2007-01-09 21:04:40
Często wspominam Lorda. Wszystkim oczywiście się wydaje, że my psy nie pamiętamy, ale to lipa. Ja pamiętam starego druha i bardzo mi go brakuje. Czasem nie wiem w ogóle jak mam się zachować i nikt mi teraz nie pokaże. Ogólnie radzę sobie z dziewczynami, ale mam na przykład kilku kolesi, z którymi trzeba by się rozprawić. Sam nie dam rady. Kiedy był Lord nawet nie podskakiwali, teraz jest niestety inaczej. No i czasem nie mogę sobie przypomnieć jak Lord mnie uczył niektórych rzeczy. Na przykład ciągle mam problem z otwieraniem drzwi. Ta czynność jest bardzo przydatna, szczególnie jak wszyscy wychodzą do pracy i marnuje się ciepłe łóżeczko. Nieraz zostaje uchylona szparka w drzwiach, ale nie pamiętam czy najpierw mam włożyć tam łapę czy mordkę. Zawsze Lord mi otwierał. Będę się musiał jednak odważyć w końcu na ten krok.
Za to przerosłem mistrza w wymuszaniu różnych przyjemności, głównie spaceru. Czasami stosuję wycie, ale jest to rozwiązanie drastyczne. Puszczanie bąków też nie zawsze się sprawdza, bo mogą mnie na przykład wyrzucić tylko do ogrodu i co. Ja mam swój niezawodny sposób, który wyćwiczyłem do perfekcji. Siadam naprzeciwko Wojtka i patrzę mu głęboko w oczy. Nic, kompletnie nic nie robię siedzę i patrzę. Potrafię tak przesiedzieć cały ten jego głupi dziennik w telewizji. Zawsze zadziała. Kiedy widzę, że już się łamie wkraczam w ostatni akt – przynoszę mu buty. I załatwione! Nie udało mi się jeszcze zmusić go, aby przerwał oglądanie dziennika, ale to już tylko kwestia czasu.
skomentuj (1)
2006-12-02 16:48:36
No dobra przyznaję się- nienawidzę kurczaków i moja niechęć do tych opierzonych głupoli z każdym dniem rośnie Nasza sąsiadka nieco hmm.. szalona kobieta ma całe stada tych ptaków a ja codziennie muszę pilnować aby nie przeszły do mojego ogrodu. Czasem im się to udaje i wtedy Majka jest bardzo zła bo niszczą jej piękne kwietniki.
To prawda, że zaliczyłem już kilka kurzych kuperków to znaczy ogoliłem je do łysa jednym chapnięciem i wcale się tego nie wstydzę. Teraz poluję na tego, który pieje od 5 rano i potem kilka razy w ciągu dnia. W końcu się doczeka ja jestem cierpliwy. Jak będzie miał goły ten swój kurzy tyłek to ze wstydu się schowa zamiast nam fundować swoje arie zachrypłym, kurzym wyciem. A swoją drogą strasznie głupie te kurczaki. W jedną stronę potrafią się przedostać przez siatkę a z powrotem już nie.
Ja na przykład jak sobie zrobiłem dziurę w płocie i czasem wymykałem się na dziewczyny to zawsze umiałem wrócić. Niestety jak widzicie pisze o tym w czasie przeszłym. Wojtek naprawił płot i moje plany częstszych wycieczek zostały udaremnione. Na jakiś czas oczywiście ….
skomentuj (3)
2006-09-21 16:02:21
Gienia jest kudłata, brązowa, wspaniale wysportowana i mimo wieku ma jedną absolutną zaletę – jest suczką. Mam jeszcze małe doświadczenia w tym hmm.. względzie, ale jak mam je zdobyć, no powiedzcie jak, jeśli nie rozumiem tych dziewczyn! Kiedy Gienia wpada czasem do mnie ze swoim panem jest cudownie. Najpierw wpada prosto do domu i pędzi bezbłędnie w kierunku regału, gdzie stoi worek z suchym żarciem, przewraca go łapą i rozpoczyna ucztę. Nie żebym miał coś przeciwko temu, ja i tak nie jem tego badziewia, a skoro ona ma w tym tyle przyjemności…. Potem wybiegamy się w ogrodzie, potropimy koty, pokazuję jej gdzie ostatnio dopadłem kurczaka sąsiadki. Szkoda, ze te wizyty trwają tak krótko. Czasami wieczorem spotykamy się na spacerze. Wtedy Państwo gadają a nam udaje się obiec okolicę. Ostatnio Gienia zabrała mnie za tory. Trochę miałem obiekcje, bo nie wolno mi przechodzić za nasyp, ale dla kobiety jestem gotowy do wszelkich poświęceń. Gnaliśmy w ciemnościach, starałem się nadążyć, co nie było zbyt łatwe biorąc pod uwagę, że Gienia codziennie przebiega za rowerem swojego Pana kilka kilometrów, ale dawałem radę.
Nad nami romantyczne rozgwieżdżone niebo pod nami pachnąca trawa, ale się rozmarzyłem. Sielankę przerwał gwizd mojego Wojtka i nawoływania Majki, które stawały się tak intensywne, że mogły oznaczać jedynie ostrą reprymendę ewentualnie obrazę majestatu. Nie mają, za grosz nie mają wyczucia chwili! Wracaliśmy pędem zostawiając za płotami rozwścieczone Burki. Oni za siatką, za parkanem a ja z Gienią… Majka nawet się nie gniewała raczej cieszyła się, że wróciłem i nie musi mnie szukać po nocy.
Powiedzcie sami, czy nie mam więc prawa przypuszczać, że cieszę się szczególnymi względami Gieni? Otóż okazało się, że nie mam, okazało się nawet, że pewnie jestem Gieni zupełnie obojętny. Bowiem kiedy na kolejnym samotnym już spacerze podbiegłem z radością pod jej płot co się okazało? Przywitany zostałem szczekaniem jak pierwszy lepszy i na dodatek ugryziony w zbyt wścibski nos, który wsunąłem z ufnością między sztachety.
Jestem rozżalony. Dziś będę udawał, że jej nie znam.
skomentuj (1)
2006-09-18 13:16:55
Są dwie wyjątkowe osoby, które nazywamy babcią. Jedna rzadko mnie odwiedza, ale czasem jeździmy do niej samochodem. To fajna wycieczka przez całe miasto. Wojtek nieraz mi wypomina, że samochód – zdaje się kombi - kupił specjalnie dla mnie, ale ja się tym nie przejmuję. Całą drogę do babci podziwiam wielki świat i zauważyłem, że wielki świat też mnie podziwia, szczególnie jak się zatrzymujemy. Babcia Zosia ma ogromny ogród. Czasem uda mi się wyrwać i obiec wszystkie kąty, ale ogólnie staram się zbytnio nie rozrabiać i nie zaznaczać wszystkich miejsc, bo babcia się bardzo denerwuje. Zosia ma też wspaniałą lodówkę. Kiedy tylko zawieszam na niej swoje powłóczyste spojrzenie, zaraz mogę liczyć na smakowity kąsek.
Babcia Krysia odwiedza nas często. Ona naprawdę mnie rozumie! Pozwala witać się wylewnie, zostawiać ślady łap na spódnicy i przynosi ten wspaniały talerz z ciastem!
Odwdzięczam jej się serdecznie i od razu wyprowadzam ją na spacer. Kiedy wszyscy domownicy gdzieś wyjeżdżają, pozwalam babci Krysi zamieszkać ze mną. Ona zapewnia mi wikt, a ja jej świeże powietrze i ochronę. Lubię to mieszkanie z nią, bo jako jedyna daje się nabierać na wypuszczanie do ogrodu o 6 rano.
skomentuj (0)
2006-09-16 12:15:54
Nikt mnie nie odwiedza, nikt się nie wpisał do pamiętniczka taki smutny, pieski świat. Ale i tak dzisiaj coś nowego napiszę. Może o babci?
skomentuj (5)
2006-09-15 08:19:06
Lord nauczył mnie wielu rzeczy. Ale zdecydowanie najbardziej przydatne jest WYCIE.
Wymagało to pewnego okresu ćwiczeń, ale dziś jestem mistrzem. Niektóre burki z okolicy usiłują mnie naśladować, ale to tylko marne podróby. Wyciem potrafię załatwić praktycznie wszystko. Zawsze się złamią. To tylko kwestia czasu i tonacji. Nie wiem dlaczego, ale wtedy kiedy mi najlepiej wychodzi oni się najbardziej wkurzają, ale też najszybciej przychodzą.
skomentuj (1)
2006-09-14 12:28:14
Bardzo lubię swój domek i okolicę, ale wszystko tu znam na wylot. Dlatego uwielbiam, kiedy zabierają mnie na pocztę. Poczta to jest takie coś, gdzie najpierw idziemy nowymi ulicami, a potem już jesteśmy i jest dużo bardzo wysokich domów, dużo nowych zapachów, nowi kumple i nowe koty. Majka zawsze wchodzi w takie szklane duże drzwi, ale nie wiem jeszcze po co, bo mnie nie zabiera. Ja zostaję z Wojtkiem i robimy rundę po uliczkach i skwerach wokół tych wysokich domów. Zawsze spotykam mnóstwo nowych kumpli, odkryłem też taki mały trawniczek, gdzie spotykają się koty. Kotów nie wolno mi gonić, a ponieważ jeszcze nigdy nie posłuchałem tego polecenia, Wojtek przypina mnie do smyczy, a jak wiecie wtedy możliwość gonienia czegokolwiek jest znacznie ograniczona. To znaczy moglibyśmy pogonić razem, ale mimo moich wyraźnych sygnałów, Wojtek nie ma zamiaru biegać ze mną po trawniku. Tak jak mówiłem, muszę jeszcze nad nim popracować.
Czasem jedziemy na pocztę samochodem i wtedy najczęściej poczta połączona jest z odbiorem jedzenia. To znaczy Majka odbiera nasze jedzenie w takim wielkim domu z czerwonym dachem, a my z Wojtkiem mamy jeszcze trochę czasu dla siebie no i mnóstwo kół samochodowych do obsikania.
Ostatnio odkryłem, że jeśli nie wsiądę do samochodu, tylko położę się na asfalcie są dla mnie bardzo mili, aha i najlepiej jak położę się na środku drogi i udaję kamień. Muszę to jeszcze dopracować, żeby nie załatwiali sprawy czułymi słówkami, no powiedzmy przynajmniej jakieś małe ciasteczko.
skomentuj (1)
2006-09-13 20:55:52
Moja Majka pisze wiersze. Różne śmieszne i całkiem poważne. Ja tam się na tym nie znam, ale napisała też o mnie. Podobno umieścili to nawet w jakiejś książce!
Te dwa są o szczęśliwych latach z Lordem
PRZYJACIELE
O czym śnią na jawie
o czym marzą we śnie
kto wie...
Są razem
i nie chcą od życia zbyt wiele
Lord i Maximus
Dwaj przyjaciele...
SZCZĘŚCIARZ
Nie każdy nagrodę od losu dostaje.
Oddany przyjaciel,
troskliwy opiekun,
wyrozumiały nauczyciel
to prawdziwe szczęście,
które się rzadko trafia.
Ale ty jesteś szczęściarzem,
miałeś to wszystko
Maximusie.
A ten jest tylko o mnie, ale nie za bardzo rozumiem o co jej chodzi. Przecież jak zrobię coś naprawdę poważnego to Majka zawsze krzyczy do mnie Maksimusie. No to jestem tym Maksimusem czy nie?
NASZ PIES
Max
Maksiu
Maksinek
Kotek
I myszeczka
Każdy z nas inaczej
Nazywa pieseczka
Serce masz ogromne
I czystą masz duszę
Ale kiedy wreszcie
Będziesz
Maksimusem ?
skomentuj (0)
2006-09-13 11:44:50
To znaczy wcale nie jestem podobny do tego ze zdjęcia wyżej. Koleś nie jest zły ale ja jestem czarny, kudłaty no i o wiele przystojniejszy. Niestety pozwolili mi skorzystać tylko z darmowego szablonu i nie było dużego wyboru . Ale zamieszczam swoje fotki, żebyście sami mogli ocenić.
Nie dajcie się zwieść, nie jestem już słodkim szczeniaczkiem. Jestem czteroletnim sznaucerem olbrzymem, no zgoda może lepiej byłoby powiedzieć brodaczem monachijskim bo z tym olbrzymem tak do końca naturze nie wyszło.
Urodziłem się tego samego dnia co mój Pan Wojtek, tylko oczywiście wiele lat później :)) ale to na pewno jakiś znak, ale jeszcze nie wiem jaki. Moi Państwo mówią do siebie po imieniu i mnie też tak pozwalają, więc Wojtek ogólnie jest the best chociaż dużo jeszcze muszę nad nim popracować. No jest jeszcze Majka głównie do jedzenia i do przytulania. Robi najlepsze kurczaki na świecie i pozwala mi wchodzić na kanapę. Agnieszka mnie przywiozła do tego domu, jest super, bo ma więcej siły niż pozostali i ma kolegów, którzy lubią wieczorne spacery.. Przez jakiś czas jej nie było, ale znów wróciła i wróciły spacery do północy uwielbiam je, bo to godzina kotów, więc jest co pogonić.
Kiedy tu do nich przyjechałem był jeszcze KTOŚ. Prawdziwy sznaucer olbrzym. Mój wielki przyjaciel i opiekun LORD. Lord miał już swoje lata i czasem udało go się okiwać w biegach czy w zabawie. Nauczył mnie wielu wspaniałych rzeczy – jak wymusić spacer, jak bawić się plastikową butelką, jak ciągnąć smycz, jak tropić koty. Pokazał mi wielki świat na górce. Ale nagle pewnego wieczoru Lord zniknął. Nie wiem dokładnie jak to było, bo Agnieszka zabrała mnie właśnie na wycieczkę. Kiedy wróciliśmy Lorda już nie było, zniknął też jego dywanik. Najpierw myślałem, że może pojechał do lekarza, bo ostatnio często tam jeździł, ale mój przyjaciel już nie wrócił. Na początku Wojtek był smutny, a Majka często płakała.
Zostałem sam i musiałem wziąć na siebie wszystkie obowiązki przewodnika tego stada. Wymagało to trochę pracy, musiałem częściej bawić się z Wojtkiem, całe wieczory siedziałem z Majką na kanapie, a Agnieszkę wyprowadzałem na długie spacery. Mój wysiłek się opłacił, bo w końcu jakoś zaczęło się robić weselej.
Najtrudniej mi było zrozumieć, dlaczego mam szczekać na pana listonosza, bo dotąd bardzo go lubiłem i chętnie się z nim bawiłem. Ale widać dorosłość ma inne prawa i obowiązki.
W moim życiu wiele się już wydarzyło i opowiem wam o tym. Ale powolutku .....
szczęśliwe lata
….
skomentuj (1)